Pierwsza myśl. Niesamowite, uderzające zagęszczenie. Ogrom i klaustrofobia. Pozorne wykluczenie znaczeń. Na mieszkańcach z pewnością nie robi żadnego wrażenia, na mnie też nie powinno, a jednak budynek wygląda jak rozkładówka (albo dwie) danych statystycznych z ludzikami, których można sobie zsumować w słupkach. Tłumy w pionie. Przyzwyczajenia zacierają takie odczucia.
Ciekawe, czy właściciel tego mieszkania zdaje sobie sprawę, że ingeruje w kompozycję-monolit, tworzy akcent kolorystyczny? Czy nie jest to w jakimś stopniu pastisz indywidualizmu?
Korfantego, Katowice. W oczekiwaniu na warsztaty w BWA ;)
30.05.2015.